Czy to dobry moment na zakup elektryka? Sprawdzamy!

W obecnej rzeczywistości motoryzacyjnej coraz więcej mówi się o znaczeniu samochodu elektrycznego. Mobilność zasilana energią elektryczną ma poprawić jakość powietrza, ale też sprawić, że kierowcy nie odczują dużej różnicy eksploatacyjnej. Zasadnicze pytanie zatem brzmi: czy to dobry moment na zakup e-auta?

Samochody elektryczne wciąż są nowością na rynku zdominowanym przez auta spalinowe. Nowości nie należy się jednak bać, a raczej warto korzystać z ich dobrodziejstwa. Szczególnie, że obsługa elektryków nie różni się w zasadniczy sposób od obsługi pojazdów konwencjonalnych z automatyczną skrzynią biegów. Wystarczy, że kierowca zajmie miejsce w kabinie pasażerskiej, uruchomi silnik za pomocą przycisku, wrzuci przełożenie D oraz po prostu zwolni hamulec i ruszy. Dziś zalety elektryków szczególnie widać w ruchu miejskim. Ale czy tylko?

Dwuipółkrotnie tańsze „paliwo” do elektryka 

Pierwsza i podstawowa korzyść płynąca z eksploatacji samochodu elektrycznego w mieście dotyczy oszczędności. W sytuacji, w której prowadzący ma wyjątkowo „ciężką” nogę, pokonanie każdych stu kilometrów w terenie zabudowanym Nissanem Leaf drugiej generacji kosztuje około 10 złotych. To kwota naprawdę symboliczna, której nie są w stanie osiągnąć nawet najnowocześniejsze silniki wysokoprężne. W ich przypadku miejskim standardem jest koszt zakupu paliwa szacowany mniej więcej na 25 złotych. Dwuipółkrotna różnica jest naprawdę znacząca. Zakładając, że auto pokonuje niemal 2000 kilometrów w miesiącu (według badania Ergo Hestii z 2017 r. przeciętnych Polak przejeżdża 1958 km), rocznie pozwala to zaoszczędzić ok. 3600 złotych! 

Co ważne, niższe wydatki związane z napędem stanowią dopiero początek listy ekonomicznych zysków. Samochód elektryczny w eksploatacji miejskiej to też m.in. brak opłat za wjazd do stref zeroemisyjnych, takich jak ta, którą jako pierwszą w Polsce wprowadził Kraków. Szacuje się, że jednorazowy wjazd do stref zostanie wyceniony na ok. 30 złotych. Elektryczna jednostka napędowa już dziś oznacza też możliwość całkowicie darmowego parkowania w centrach. W przypadku Warszawy mówimy zatem o oszczędności sięgającej nawet 4,2 złotego za godzinę. 

W mieście elektryki dorzucają do listy korzyści jeszcze jedną wartość. A jest nią pełna funkcjonalność i zniesienie ograniczeń związanych z zasięgiem. W zgodzie z normą WLTP nowy Nissan Leaf jest w stanie pokonać w cyklu miejskim nawet 389 kilometrów. To pozwala przeciętnemu miejskiemu kierowcy na tydzień jazdy bez ładowania! Nawet jeżeli elektryk zacznie sygnalizować niski poziom naładowania baterii, w dużych miastach dostęp do ładowarki nie powinien stanowić problemu.

Konieczna jest gęsta sieć ładowarek i… technologia szybkiego ładowania!

Zakup samochodu elektrycznego uważniej powinni przemyśleć wszyscy kierowcy, którzy dużo poruszają się poza miastem. Czemu eksploatacja w cyklu mieszanym minimalizuje listę zalet? Dotyczy to przede wszystkim jednego aspektu – a konkretnie zasięgu. To jednak przeszkoda, która z czasem będzie eliminowana i to na dwa sposoby. Po pierwsze, producenci motoryzacyjni już dziś poszukują sposobów na zwiększenie pojemności akumulatorów, a dobry przykład stanowią chociażby próby z wykorzystaniem półprzewodników, o których mówi Toyota, Nissan czy Fisker. Dzięki temu realny zasięg na jednym ładowaniu będzie się mógł zwiększyć nawet dwukrotnie. 

Drugim z działań jest kwestia związana z ładowaniem. A tutaj konieczna jest dwutorowość. Przede wszystkim należy w miarę dynamicznie rozbudowywać sieć stacji ładujących wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych. W Polsce wszystkich punktów ładowania jest obecnie około 250. Wynik jest dość dobry, ale nadal nie robi wrażenia. W końcu do osiągnięcia pełnej mobilności e-aut konieczna jest siatka równie gęsta jak w przypadku stacji benzynowych. Poza tym niezwykle ważne są aspekty technologiczne ładowania. Należy skrócić jego czas do zaledwie kilku minut. Gdy tak się stanie, przeszkoda zasięgu zostanie praktycznie wyeliminowana. 

Konieczność przełamania kilku wyzwań technologicznych sprawia, że elektryczna wersja motoryzacji jeszcze chwilę musi poczekać na osiągnięcie pełnej funkcjonalności. Boom na elektryki może być jednak naprawdę spektakularny, szczególnie, że szykują się do niego prawie wszyscy. O elektrycznej przyszłości bardzo dużo mówią światowi giganci pokroju Toyoty, Mercedesa, Renault czy Volkswagena. I coraz więcej słychać o niej także nad Wisłą. W końcu to Polska jest potentatem w kwestii produkcji autobusów elektrycznych, a obecnie spółka ElectroMobility Poland prowadzi także prace nad samochodem osobowym o zeroemisyjnym napędzie.

Subrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty: